Moja miłość do Lightrooma

Kiedyś krążył taki mit, że profesjonalny fotograf to musi korzystać tylko z Photoshopa i już. Na szczęście ten mit już powoli odchodzi w niepamięć. Ja używam głównie Lightrooma i nie wyobrażam sobie innego programu do obróbki zdjęć. Wiadomo, są pewne sytuacje, kiedy bez Photoshopa się nie obejdzie, ale w większości przypadków LR daje radę, i to całkiem nieźle!

Za co lubię Lightroom’a?

Intuicyjność

Jest mega przemyślany – dostęp do funkcji jest prosty, a to skutkuje szybszą pracą. Nie musimy kopać w zakamarkach programu, aby znaleźć interesujący nas suwaczek czy narzędzie. Wszystko jest sprytnie wyeksponowane w bocznym panelu.

Brak warstw

 Dzięki temu, że ich nie ma, praca jest łatwiejsza, idzie szybciej (mniej się naklikamy) i przede wszystkim mamy wszystko jak na dłoni. Jeśli np. po dłuższym czasie wpatrywania się w zdjęcie stwierdzimy, że jednak wolelibyśmy mniej wygładzoną skórę, wystarczy wejść jeszcze raz w pędzelek-kliknąć na zdjęciu w odpowiednie kółeczko/punkt i zmienić ustawienia! Voila! Nie trzeba cofać kroków historii jak w PS, choć można miejscowo usunąć nałożony pędzelek malując ponownie z klawiszem alt- to takie miejscowe cofanie naszych działań.

Presety

Wiem, PS ma akcje…, które po nałożeniu na zdjęcie są często trudne do dopasowania, bo skąd ma taki początkujący nieborak wiedzieć, w której warstwie są dane ustawienia i jak nimi manipulować. Natomiast w LR presety nakładamy jednym kliknięciem, dopasowujemy suwaczkami w panelu po prawej stronie i gotowe. Bardzo łatwo można też zapisać i pogrupować swoje własne presety.

Wersja Lightroom'a

Jeśli chodzi o wersje Lightroom’a to sprawa jest prosta, jeśli macie wersję w chmurze, czyli wersję Lightroom Classic Creative Cloud. 

Wygląda to tak, że płacicie co miesiąc abonament za dostęp do pakietu fotograficznego (tam macie LR, PS i innych kuzynów), firma Adobe natomiast dba o to, żeby wersja była zawsze aktualna, dodaje nowe bajery i umożliwia Wam korzystanie z programów na różnych komputerach (np. jeśli jedziecie na wakacje, możecie zainstalować sobie tam swój program z chmury Adobe, na innym komputerze). 

Mamy też 1 TB pamięci oraz możemy np. synchronizować obróbkę na kilku urządzeniach.

Po sieci krążą jeszcze tzw. wersje pudełkowe LR. I tu jest pułapka. Co prawda kupując wersję pudełkową wydajecie kasę tylko raz i macie z głowy, ale z tego co wiem nie ma już wersji pudełkowej w aktualizacji od LR7 w górę, więc kupujecie stary program. 

Problem w tym, że w poprzednich wersjach presety miały rozszerzenie .lrpreset ,a w wersjach nowszych z chmury mają .xmp. Jeśli skuszeni ceną zakupiliście starą wersję pudełkową, a potem kupicie presety stworzone w nowszych wersjach, to niestety nie będziecie mogli ich użyć. Taki myk firmy Adobe, żeby nakłonić użytkowników do wykupienia abonamentu.

Podsumowanie

Jeśli myślicie o fotografii na poważnie, to niestety bez porządnego programu się nie obędzie. Lightroom da Wam na pewno więcej wolnego czasu, bo praca z nim jest szybsza i łatwiejsza a cały program jest mega czytelny. Obróbka sesji noworodkowej też nie musi przebiegać nocami, nie musi trwać miliona godzin. Jeśli temat edycji zdjęć noworodkowych w LR jest dla Was czarną magią, to zapraszam tutaj: https://babyinlens.pl/kurs-obrobka-fotografii-dzieciecej/

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nazywam się  Marta Szczebelska i jestem założycielką marki Baby In Lens. Od 10 lat fotografuję i uczę fotografować. Na blogu chcę dzielić się poradami związanymi z tematami fotograficznymi.

Baby In Lens na FB

Sklep Baby In Lens